To, co dziś jest rzeczywistością, wczoraj było nierealnym marzeniem. — Paulo Coelho



To, co dziś jest rzeczywistością, wczoraj było nierealnym marzeniem. — Paulo Coelho







poniedziałek, 4 lipca 2011

Facebook

Dzieci mnie zmusiły, żeby założyć sobie konto na facebooku...
Plułam na to, mówiłam, że głupota, bo znajomych to się ma na żywo...
No tak!
Ale prawie oszalałam!!! Oglądam zdjęcia moich ulubionych TWÓRCÓW i nie MOGĘĘĘ!!!! W życiu takich rzeczy bym się nie dokopała!!!! Dmuchawce umieszczone na wodzie, krople sfotografowane tak, że... Neptek jestem w tych politykach prywatności, ale jak dzieciaki wypytam , co mogę, to.....!!!! O ranyści!!!!Podskakuję jak piłka!!!
I zastanawiam się nad przewrotnością losu : teraz tyle do zrobienia, dopięcia, zorganizowania a tu takie !!!!! A jak leżałam jak kłoda, ni ręką ni nogą.... Jakby mi to na suficie wyświetlali.... Jesssssu! Ile prościej byłoby przetrwać ten czas, ile spokojniej...
Tyle piękna!!! Zagubić się w nim, wejść w to tak do środeczka...
Żałuję tylko, że ja takich rzeczy nigdy nie stworzę....
Michał Anioł - niedościgniony wzór... Ale to, co oglądam, to dążenie w TYM kierunku!!!
ON wiedział, że najpiękniejusze TO!, co trwa chwilę i do tego dążył... Uchwycić błysk! Jeden nanobłysk!
Mam swoje nanobłyski... I Jestem szczęśliwa, kiedy je wychwycę... Reszta to bajka...

sobota, 2 lipca 2011

Bukiety....

Byłam wczoraj na spotkaniu z sierpniową PM. Ustalałyśmy ogólny zarys oprawy. W katalogu wypatrzyła sobie bukiet, a mnie przyszło do głowy, że można go trochę zmodyfikować, dopasować do jej sukni. Chciałam jej pokazać materiały, które zaproponowałabym zamiast. Otworzyłam laptopa i .... O matko i córko! Gdzie ja to mam????
Przez ostatni miesiąc wszystko działo się jakby w innym wymiarze. Bałagan zrobił się w fotkach niesamowity. Niczego nie mogę umiejscowić w czasie...
Wstyd mi było...
Rano wstałam i wykorzystując brak pogody, odpuściłam ogródek i zabrałąm się za porządki. Pracownia już poukładana, wreszcie wszystko wróciło na swoje miejsce.
Zaczęłam też porządkować zdjęcia. Pokażę wam kilka..
Dekoracja jednego kwiatu :)

Bukiet dla matematyka


Letni bukiet

One wszystkie są letnie:


i taki....

Ten też letni... Kryza to ciąg Fibonacciego..

I taki jeszcze...

Taki...

I ten...

Ten trudno sfotografować, bo był wielopłaszczyznowy:
Drugi "koniec":

Ale najwięcej emocji związanych jest z tą pracą...
Kryza to dłonie... Złote ręce... Ręce, które sprawiają, że przestaje boleć... Ręce, które naprawiają to, co się zepsuło... Jedyne ręce, które podejmują się wykonania rzeczy dla innych niemożliwych...




Bukiet emocji płynących z głębi serca... Z wplecionymi sercami, które przywarły do TYCH rąk w odruchu wdzięczności i ulgi... DZIĘKUJEMY!!!!

piątek, 1 lipca 2011

Życie ciągle mnie zaskakuje....

Plany... Któż ich nie tworzy?! Na szczęście teraz planuję sama dla siebie, nikt nie narzuca mi s wizji, z wykonania swoich tłumaczę się sama przed sobą! I chociaż nic nie idzie tak, jak sobie planowałam, wstaję rano i w środku czuję taką ogromną wdzięczność i radość, że to wszystko dzieje się tak właśnie, nie inaczej! Chociaż planowałam inaczej....
Brak konsekwencji? Czasem bywa błogosławiony!!!
Kiedy byłam mała, powtarzałam sobie, że będę miała mały biały domek z ogródkiem i psa....
Po wielu, wielu latach , mały biały domek się stał, ogródek się tworzył, a ja postanowiłam, że golden retriver pojawi się w nim, kiedy będzie już ogrodzenie.
W międzyczasie przychodziły do nas różne stworzenia.... Ponieważ mieszkamy prawie w lesie, w okolicach wakacji pojawiały się pieski, na moje oko : "bożonarodzeniowe prezenty", które przed upojnymi tygodniami w kurortach były tylko ciężarem... Więc dobry las pomagał te ciężary zrzucić z ramion....
Dołóżmy do tego sąsiada, którego sunia dwa razy w roku przychodziła po jedzenie z gromadką liczącą 8, potem, 7 , potem 5 szczeniąt.... W końcu zaczęło być ciężko znaleźć dom dla tych wszystkich zwierzaków, które zaczęliśmy nazywać "Wiktor" jeśli był on i "Wiktoria", jeśli ona ... Zapowiedziałam Basi, że ma z daleka trzymać się od szczeniaków i żadnego więcej NIE CHCĘ WIDZIEĆ NA OCZY!!!!
Narastał we mnie bunt! Dlaczego muszę być odpowiedzialna za wszystko co pojawi się dookoła mnie?????
I przyszedł ten wieczór.... Burza wisiała w powietrzu... Znajomi pośpiesznie zwijali swoje rzeczy do samochodu... Błyskawice rozświetlały niebo.... Psy pałętały się pod nogami utrudniając ewakuację... Nagle w tym zamieszaniu do moich nóg przywarł pies... Spojrzałam na niego : "A ty skąd tu?" A pies nie oglądając się za siebie po prostu wszedł sobie przez otwarty taras i położył się pod stołem! I ogląda zamieszanie!Ale jakoś tak spokojnie, burza go nie rusza...
Pierwszy odruch : "paszoł! Gdzie twoja pani? Pies nic! Za tyłek wypchnęłam na dwór, drzwi zamknęłam i odetchnęłam z ulgą...
Pies leży pod drzwiami... Dzieci na mnie z krzykiem :"Matka, jak możesz, burza, psy się boją, wpuść ją do domu!"
A ja twardo: niech idzie do swojego domu! "Zgłupiałaś, może ktoś na spacerze był, piorun strzelił, pies się wystraszył, zgubił się, czy ty wiesz , jak może mu być ciężko? SERCA NIE MASZ?!!!!"
No dobra, ale tylko do jutra! Oczywiście w nocy psina zaczęła piszczeć, rano znalazłam Marka zwiniętego pod kocem na posłaniu psa....A pies spał pod stołem....Myślałam, że ktoś jej będzie szukał, jak wszystkie inne , miała obrożę... Potem rozwiesiliśmy ogłoszenia ze zdjęciem... Ale ja i tak wiedziałam, że nikt jej nie szuka....
Burek wsiowy jakich mało!!! Niesubordynowana, szczekliwa... Pierwszej nocy zeżarła Babci sztuczną szczękę, ( no nie całkiem, coś zostało), wychłeptała litr zsiadłego mleka, po czym bardzo zieloną kałużą rozwolnionego kału zalała mój jedwabny dywan, którego tyle szukałam!!! Żeby mnie dobić , wygryzła połowę frędzli z dywanu... Obgryzła fotel z twardego teakowego drewna...Zżerała dzieciom kanapki do szkoły zapakowane w folię i kotlety z talerzy... I po tym wszystkim jak myślicie, co się z nią stało? No oczywiście .... Jest ósmym domownikiem!!!





I kiedy wracam z warsztatów czy skadkolwiek, ona pierwsza daje rodzince znać, że trzeba szykować powitanie!!!! A kiedy na mnie leży "kupa mięsa", ona liże to, co spod niej wystaje : może być duży palec od stopy... Mniam!
Po tym wszystkim zapowiedziałam dzieciakom , ze szczególnym uwzględnieniem Basi, że z psami basta! Więcej nie będzie!
No OCZYWIŚCIE!!!
I co?
Siedzę sobie na ławeczce, miłe popołudnie...Baśka podchodzi jakoś tak bokiem.... I BUCH! na kolanach ląduje mi puszysty czarny kłębek! NOOOOO! przessssadziłaś! ssssyczę... Tak się nie robi !!! Sssyczę... I nagle widzę, że ten maluszek ma dziwnie wyglądające pazurki... Przyglądam się i widzę pomiędzy każdym pazurkiem kolonię kleszczy!!!! I w uszkach kleszcze, i na oczkach kleszcze , i na brzuszku kleszcze!!!
Próbuję wyciągać, psiak piszczy! Łap za telefon i do naszej pani weterynarz po poradę, jak toto wyciągnąć i co z tym zrobić???? Co zrobić, gdy pies ma 100 kleszczy w sobie? A pani spokojnie: proszę przyjechać , spryskamy frontlinem i wyciągniemy... Psa w koszyk i do samochodu... A Basia: Mamin, tam został jego braciszek, taki sam.... Dawaj! Baśka mało nóg nie pogubiła i za chwilę braciszkowie są w komplecie...


Kiedy przyjechaliśmy do lecznicy, pani weterynarz spojrzała i krzyczy do swojego męża "Michał , chodź tu!!!! Czegoś takiego nie widziałeś!!!! Do stażystów : róbcie zdjęcia! Dawać rękawice, dawać frontline! Jezu!!!! One mają po 150 kleszczy!!!! Napiszemy o tym artykuł!!!
Najpierw wyciągała świństwo takim ustrojstwem do kleszczy, potem zdjęła rękawiczki i wydłubywała to tipsami.... Psiaki piszczały, gryzły.... Awantura!!!! I tak półtorej godziny!!! A w poczekalni utworzyła się kolejka... Pani doktor podnosi głowę, uśmiecha się i mówi do psiaków: piękną mi reklamę robicie! Jak pacjenci w poczekalni usłyszą te skowyty, to pomyślą "ładnie się tu ze zwierzętami obchodzą!"
Na koniec dostaliśmy jeszcze kropelki dla mamy, która pewnie też zakleszczona i tabletki od robaków...
No i co? Ano.... psiaki do wydania....
Jednemu udało się znaleźć dom (dostaję maile ze zdjęciami, śliczny chłopak wyrósł!!!!)
A drugi.... od wydzieliny kleszczy ścięgna się skróciły, kulał na jedną łapkę... Nikt go nie chciał....
Przymilam się do Miśka : "może niech zostanie u nas?.... Nie musi w domu, budę mu ciepłą zrobimy.... I kiedy już dostałam błogosławieństwo : "rób co chcesz, to i tak na twojej głowie wyląduje...." Wybiegł za Wiki i... ktoś chyba nie zauważył...małej kulki... Może nie zwolnił, a on nie biegał szybko...

W to samo lato pojawili się inni mieszkańcy...

Najpierw opowiem o popielicy...
Codziennie rano wstaję godzinę wcześniej, żeby z kawką w ręku "obwąchać" wszystkie roślinki... Której przybył listek, której zakwitł kwiatek, której trzeba pomóc, bo grzyb, mszyce, poskrzypka czy inna cholera... Najcudniejsza pora dnia....
Spaceruję, przykucam... Nagle mój pies dostaje pomieszania zmysłów! Szczeka na baniak na wodę, skacze do niego, piszczy... Co jest? Ściągam baniak niżej, Wiki dostaje drgawek, chciałaby przez małą dziurkę wleźć do środka cała... Kocham życie, kocham stworzonka, ale na pewien rodzaj mam fobię... Szczury, myszy, chomiki , mogą sobie żyć, byle daleko ode mnie...
Zaglądam do baniaka, na dole leży coś szczuropodobnego.... ALE.... nie wariuję, więc to nie szczur! Gdyby to był on, dostałabym histerii, a ja jeszcze raz mogę spojrzeć... W garstce wody pływa coś, co go przypomina, ale uszka inaczej wyglądają i widać, że ogonek bez wody byłby puszysty.... Nie ryzykuję i czekam na męża... Wiki wariuje , piskliwie szczeka... Adasiowi udaje się wyciągnąć stworzonko... Króciutko patrzymy i już niknie w stercie drewna do kominka..
Internet, nieocenione żródło informacji... Już wiem, że mieszka niedaleko, może u nas... "Popielica (Glis glis) – ssak z rodziny popielicowatych (Gliridae), jedyny przedstawiciel rodzaju Glis. W Polsce popielica jest gatunkiem zagrożonym wyginięciem i jest objęta ochroną gatunkową. Znajduje się w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt oraz objęta jest Konwencją Berneńską."

Potem pojawili się inni niecodzienni goście
Pszczoły..
Ponieważ mój mąż jest uczulony na jad pszczoły, wcale mi się nie podobało, że budują ul akurat tuż prz drzwiach wejściowych do domu... Wiem, że dla Adasia UKĄSZENIE STANOWI POWAŻNE ZGROŻENIE ZDROWIA...Co robić?? Wynaleźliśmy pszczelarza, który obiecał rój zabrać... Ale uprzedził, ze rój mógł zagnieździć się nawet 1,5 metra w głąb ziemi... Jeśli uda sie wyciągnąć królową, pszczoły same za nią pójdą, jeśli się nie uda.... Trzeba będzie wytruć.... Żal mi się zrobiło.... Kucałam rano i obserowałam, jak pszczółki oblepione niesssamowitym żółtym pyłkiem, wręcz takie żółte kuleczki tarabanią się do swoich dziurek. Jeśli któraś była za grubo oblepiona pyłkiem, kładła się na plecach, a inna z impetem wpychała ją w otwór... Ale coś mi zaczęło nie grać... Jakoś tak inaczej to wyglądało, dziwny ten ul....

Zaczęłam szukać informacji i dzięki internetowi wiem, że zagnieździły się u nas zupełnie łagodne, zupełnie nieszkodliwe, NIESAMOWICIE LUDZIOM NIEZBĘDNE PSZCZOŁY SAMOTNICE!!!Bez których na świecie nie będzie żadnego pożywienia... Więc mieszkają już drugi rok, a ja mam niesamowitą frajdę z obserwowania , jak to się wszystko odbywa.... No i przy okazji najpiękniejsze truskawki w okolicy!

No i po dywagacjach wracamy do tematu...
Tak naprawdę, czy można coś zaplanować?
Można narysować dom, ale i tak wykonanie będzie inne niż plany... skąd to wiem?... Można zaplanować wakacje.... Ale czy będą takie? Można planować wiele rzeczy, ale ... czy znacie kogoś, kto w 100 % zrealizował plany?
Jak przyjemnie jest otworzyć się na coś, co dzieje się wbrew planom... Płynąć na fali..
I chociaż czasem te fale zamieniają się w sztorm, chociaż mocno buja... Trzeba wierzyć, że wydostaniemy się spod piany.... A jak pod pianą zostaniemy? ... To też jest częścią planu, którego nie odgadniemy...
Długi elaborat, bo spadła na mnie ta piana i myślałam , ze udusi...
Choroba... Stan. który dorosłemu mówi : zatrzymaj się!!!!
Co mówi dziecku???
Nowotwór... Cholera, która może siedzieć w każdym z nas... Tylko ... Niektórzy nie dają szansy jej przemówić...

Mały człowieczek, który rozwija się normalnie, sprawia tyle radości, jest miły i przytuliśny, na nic się nie skarży...
Co z tego, że nowotwór łagodny... Wdarł się w najmocniej chronione miejsce ludzkiego organizmu... W rdzeń kręgosłupa...
Ma nieograniczone miejsce do wzrostu.... Wszystkie komórki będą go żywić i utrzymywać w dobrej kondycji... Bo jest w centrum....

Chemia.... może to jest to.... Ale ja myślę o innej chemii...
Może nauczę Kacpra innej chemii... Nie farmakologiocznej... może jego wnętrze przekaże sygnały do tych wszystkich chętnych do zrezygnownia z własnych potrzeb komórek, że pasożyta nie warto utrzymywać w dobrej kondycji?
Może jak będzie tu u mnie te wszystkie wstrętne przybłędy zostaną za płotem?

Bo tu jest miejsce dla wszystkich dobrych rzeczy, dla dobrych istot, dla przedłużania istnienia...
Światełek.... Takie .... Dobre miejsce dla dobrych....

środa, 18 maja 2011

Maju, maju, maj...

Najpiękniejszy moim zdaniem miesiąc w roku...
Pamiętam, jak wracając wieczorem z pracy, po dniu spędzonym w zamkniętym pomieszczeniu nie mogłam się "nachłonąć" tych specyficznych odcieni zielonego, tej feerii kolorów, mnogości kwiatków i kwiateczków wyrastających z ziemi, z drzew i z krzewów.I tak mi było żal, że ja na wolności, a słońce poszło spać.... W żadnym innym miesiącu rośliny nie wyglądają tak swieżo, miękko, energicznie! I myślałam sobie: " jak przejdę" na emeryturę, będę w maju co rano wychodzić na ławeczkę, a do domu wracać dopiero późnym wieczorem .
Ale zanim przyszła emerytura, zafundowałam sobie drugi już maj bez ścian i sufitu !!!!
Wprawdzie trochę zaskakująco sie ten maj zaczął




Najbardziej żal mi rododendrona, który wariat nie dość , ze kwitł mi do października, to na wiosnę jeszcze raz zebrał siły i wypuścił cuuuudne czerwone kwiatuszki. Choć myślałam, ze nie da rady zawiązać nowych pąków.... No cóż, cieszyły mnie swoim widokiem całe trzy dni....
Magnolia tak strojna w delikatne białe płatki dzielnie się opierała, ale tylko chwilę... Róże straciły pierwsze delikatne listki... A tulipany..... Kilka nie wytrzymało ciężaru śniegu i poległy....ale reszta otrząsnęła się z kołderki i jakby nigdy nic, kwitła sobie dalej


Zresztą po ostatnim ślubie, który odbył się na tydzień przed majowym weekendem, jeszcze bardziej lubię te kwiaty... Jeśli można bardziej..

Wdzięczne kwiaty, które pięknie prezentują się w wiązance



w szpalerze



na stole w ilości większej




i nawet w ilości 5 szt...



albo 5 szt tak:

Do tego mnóstwo świec i wyszedł bajkowy ślub w tulipanach....
Wiosennie, skromnie, nastrojowo, ...

Dla mnie istotne jest to, że miałam możliwość pokazać ludziom, że naprawdę jest różnica pomiędzy sztuczną dekoracją, a przebywaniem wśród żywych kwiatów, z żywym światłem świec.... Nawet najpiękniejsze sztuczne dekoracje nie wprowadzą nastroju tak, jak potrafią to zrobić najskromniejsze nawet, ale żywe!!!! kwiaty...

sobota, 16 kwietnia 2011

Pewnie Wielkanoc...ale jednak Zima się skończyła- bo

Tak, chciałoby się o Wielkanocy, klimatach...
Jajka, bazie, kolorowe kwiaty...Spacery...Odczucia...
Ogród budzący się do życia...
I wiecie co, to wszystko mam na codzień, na wyciągnięcie ręki... Tuż!
I myślę sobie : Pokaż światu, jak zakwitły ci narcyzy... Zrób zdjęcie cebulicom, pokaż magnolię, którą tyle lat zaklinałaś... Nic nie pokażę!!!Bo to blogowe przedstawianie pięknych zdjęć, to marketig, to oszustwo!!!! KłaaaaaaaaaMSTWO!!!
Wirtualny świat, który NIE PACHNIE!!!!!

Jak sfotografować zapach jodły, który towarzyszy każdemu gestowi, każemu spojrzeniu, każdemu wyjściu z domu , czy z samochodu....

Jak w pliku przesłać przestrzeń, która mnie otacza? Plik nie ma przestrzeni.... Plik jest ograniczony do pikseli, plik nie ma nic żywego...

Mam tysiąc zdjęć... Moich i zdjęć w setkach ujęć tego, co zrobiłam..Przynieśli, bo... nad przemijającą chwilą się pochylili...
Zastanawiałam się, które lepsze...
Wszystkie najlepsze, nie pokażę żadnego!
Chcecie, opowiem o wiosennych klimatach..
Albo nie będę opowiadać...
Wiosna jest wszędzie....
W wielkiej płycie, w centrum miasta, w imprezach wiosennych,w blogach , w telewizji i na zdjęciach...
Bierzcie co chcecie...
Rozejrzyjcie się tylko... Wy z miasta i Wy ze wsi...
Dalej , niż za ekran monitora...
Zima się skończyła- bo spomiędzy chodnikowych płyt wyzierają kępki trawy...
Zima się skończyła- bo drzewa mają pąki, cuuuudne pąki i czasem cień zieleni, czasem zalążek liści...
Zima się skończyła- bo wieje cieplejszy wiatr....
Zima się skończyła- bo ... mamy tyle planów...
Zima się skończyła- bo przestrzeń jest...
Zima się skończyła- bo szukamy nowych butów...
Zima się skończyła- bo ... taka jest kolej rzeczy...
I to jest cudowne: oglądam ją na żywo (choć wcale nie jest taka, jak myślałam, za jaką tęskniłam), dotykam ziemi, wciągam w siebie ( nie powiem w nozdrza) jej zapach, smak, energię)....
Myślę o obroży przeciw kleszczom ( nie dla mnie), o nawozach,wycinaniu trawy, plewieniu, wypiekach, porządkach, przewietrzeniu domu, jak będzie pachnieć czysta pościel o ogromie rzeczy, które powinnam uwzględnić w codziennych obowiązkach...
I ...o tym, co zagubiłam...
Jeśli tęsknicie do wiosny pokazywanej na zdjęciach, bo wokół was jej nie ma - albo nie potraficie jej zobaczyć - ZAPRASZAM!!!!
U mnie można jej dotknąć, poczuć zapach, nie ma ograniczeń czasowych na kontemplację i smakownie... Oprócz odgórnych ustaleń natury :)
Wszystko bezpłatnie...



ZYJĘ WIOSNĄ!!!

niedziela, 13 marca 2011

Takie skojarzenia kwiatowe...

Emocje wydaje się, minęły..
Nowe wyzwania przede mną...
Ale ciągle spoglądając na zaręczynowe bukiety coś mnie zatrzymuje w miejscu. Przystaję, przysiadam i przyglądam się....
Doskonałości kształtów kwiatów , kolorów, sposobom w jaki zamocowane są na łodygach... Zamyślam się nad tym jak bardzo przypominają nas, ludzi....
Najpierw nie ma nic....
Potem pojawia się : pręcik, słupek, pyłek, na końcu nasionko....
Na końcu nasionko, czy na końcu doskonały produkt : kwiat?
Kto ogarnia czas, w którym się to stwarza?
W ludzkim wymiarze dzieje się się tak samo: dwoje ludzi spotyka się i z ich spotkania powstaje nieskończenie cudowny produkt finalny: dziecko....
Nowy człowiek, nowe ŻYCIE....
Funkcjonowało w latach 60-tych określenie "Dzieci- kwiaty"...
I to prawda!!!!
Dzieci to coś ? ktoś ?, co powstaje jak kwiat : z miłości, z zachwytu, z fascynacji zapachem, kształtem, kolorem...

Dzisiejsza technika daje nam możliwość podglądania jak zmienia się miesiąc po miesiącu to, co zaczęło się tak samo w każdym przypadku inicjowania nowego życia...

Tylko czy emocje na pewno te same?

Czy młodzi tego świata nie myślą : DZIECKO = OBCIĄŻENIE?

Bo czy wystarczy na angielski, szałowe ciuchy, książki, opiekunkę?
A w tle ciągle walki o in vitro...

Pytanie : powinno być refundowane czy nie? Sama się gubię ...
Czasem wydaje mi się : TAK,
czasem myślę: NATURA jest doskonała, wie, co robi...
(Chociaż jak po raz czwarty obdarzyła mnie swoją szczodrością , miałam wątpliwości, czy na pewno... Dziś wiem, że wie...)
DZIECKO....
Daje tyle radości, kiedy możemy zobaczyć już na żywo cudowny finalny "produkt" metamorfozy....
Jakżesz pachnie taki świeży, nowy człowiek....
Jego oczy,,, Pierwsze spojrzenie w oczy Matki ..
Jak kwiat, który rozchylając swoje płatki pozwala w całej krasie podziwiać swoją doskonałość... Wygląd, zapach....
Jak delikatnie podchodzimy do tej nowej istoty...

I nieważne, czy to egzotyczna piękność, czy świetnie znany tulipan, którego fazy wzrostu obserwujemy codziennie ( jeśli ktoś ma to szczęście posiadać własny kawałek ziemi...) ,
Nieważne...Kwiat forsycji będący zwiastunem nowego cyklu czy.... pelargonia w skrzynce na balkonie, wszystko jedno co ...
Milion doskonałych istnień , rozwijających się dzień po dniu i miesiąc po miesiącu... Od dnia poczęcia...
Tak patrząc na te kwiaty na stole myślę też o tym, ze żal mi będzie, kiedy przyjdzie czas, żeby usunąć je z honorowego miejsca....
Co będę mogła, zasuszę, przedłużę ich trwanie...
I znów pojawia się analogia: Nasze życie podobne jest do kwiatów: możemy je pielęgnować, aby jak najdłużej było rozkwitnięte, cieszyło nas i dawało radość tym wszystkim bliskim ludziom, którzy są dookoła... A jak odejdziemy... Wszystko zależy...
Albo od razu do kosza, albo ktoś pamięć o nas zasuszy w tomiku ulubionej poezji, w obrazach, w miejscach, wspomnieniach....
Albo w zdjęciach...
Tu miejsce na wspomnienia niezwykłych chwil, które choć odeszły, mam nadzieję trwają we wspomnieniach tych, którzy przeżywali je w sposób świadomy, pełny...
Zdjęcia pokażą tylko formę( raczej jej płaski wycinek), bo zapach został w zmysłach, choć mówi się, ze te kwiaty nie pachną....
Nie zgodzę się...
Dla mnie miały swój specyficzny zapach - zielonego, wilgotnego , żywego koloru ! Zapach oczekiwania, wyobrażeń o TYM dniu...
Dla PM? Twierdziła, że cudowniej być nie mogło....
Dysponuję tylko prototypem wiązanki stworzonej na tę okoliczność, bo gotowca oczywista nie udało się uwiecznić (czas), stanęło jednak na srebrnym drucie...


Do tego na głowę diadem

Inne ujęcie

Na pierwszy taniec bransoletka



Starsza miała taki

Wykończenie


A w temacie wiązanek marzy mi się, że spotkam taką PM rustykalną, której wianek nie będzie się kojarzył źle i będę mogła kiedyś takie zrobić na rustykalny ślub


Jeszcze jedna wspominka, albo jak kto woli porównanie, nawiązanie do zaręczyn...
Zdarzyło mi się popełnić taką dekorację dla siebie samej...

Mój wianek był mój, a bukiet zaręczynowy był narzeczonej....
Oba żyły emocjami ...

sobota, 5 marca 2011

Zaręczyny...

Kiedy jesteśmy małymi dziewczynkami marzymy o księciu, który przyjedzie na białym koniu i .....

Tak skonstruowane są kobiety, że marzenia są codziennym zajęciem, od najmłodszych lat..
Czasem się spełniają ot tak, czasem musimy na spełnienie zapracować.
Prawie rok temu byłam umówiona z przyjaciółką, w ostatniej chwili spotkanie odwołałam, właściwie nie wiedząc czemu.... Nic ważnego do roboty nie miałam, ale jakoś tak chciało mi się nie jechać...
Siedzę sobie na tarasie, popijam coś tam... Podjeżdża samochód Łukasza. Chwilę nie dzieje się nic. Z samochodu wysiada moje dziecko .... Dziecko? Wysiada EUFORIA!!!!
Jeszcze jest daleko, jeszcze nic nie wiem, ... Widzę, jak lekko niesie naręcze róż, które w tej ilości lekkie być nie powinny... Płynie, nie dotykając prawie ziemi ... Wzrok błędny? obłędny? Podchodzi bliżej... Na palcu pierścionek ... Mami, wychodzę za mąż!!!!

Noż kurczę, 4 lata z tym samym facetem, dlaczego zdziwiona i zaskoczona jestem?
Moja głupia reakcja: wyjmuję jej z rąk zbitą wiązkę kwiatów i pytam, czy zrobić herbaty?

Przygotowuję herbatę i jednocześnie pochylam się nad tym, co przyniosła na ręku...

Potem, przy herbacie i snujących się mgłach słucham opowieści o tym, jak to było...
Dobrze, ze zostałam... Tyle emocji, tyle szczęścia!!! Tego wieczoru nic nie istniało poza szczęściem!!!

A teraz trzeba przymierzyć się do finału...
Ostatnia niedziela upłynęła pod znakiem ślubu. To już czas, żeby zacząć konkretne ruchy: termin, sala, co po czym i kiedy.
Oczywiście spotkanie rodzin. Trochę stresu, bo wychodzimy naprzeciw nieznanym ludziom, innym spojrzeniom, odmiennym zwyczajom. Co w tym momencie pozwala przełamać bariery? KWIATY!!!! Oczywiście KWIATY!!!
Menu przygotowane, ale na stole klimat tworzą nie tylko kotlety. Pierwsze spojrzenie jest istotne, ono zapowiada, co będzie grane dalej...

Skromnie, bez dominującego koloru,transparentnie. Delikatnym motywem był fiolet jednak...






I to okazało się bez umowy z obydwu stron...
Spotkanie bez kwiatów? To nie w wykonaniu mojego zięcia!!!
Narzeczona dostała takie

W tym momencie wrócę do zdarzeń sprzed lat... Otóż 5 lat temu miałam bardzo poważny wypadek samochodowy, w wyniku którego uszkodzony został medycznie nieodwracalnie mój kręgosłup, a to, że przeżyłam było wynikiem niezbadanych sił. Generalnie nie powinnam z tego wyjść z życiem. Lekarze wysłali mnie "pod obraz", żebym nie psuła im statystyk, a ja.... zamiast umrzeć, żyłam... To był kwiecień, potem maj, czas, w którym przyroda budzi się do życia, pulsuje barwami, wszystko rozwija się , kwitnie... Ja widziałam tylko kłaczek pajęczyny na suficie, z którym rozmawiałam , któremu się zwierzałam z moich obaw, chęci i innych bóli.. Rodzina robiła mi zdjęcia tego, co za oknem... Że drzewa wypuszczają liście, że trawa zielenieje, że słońce świeci... Któregoś dnia załamałam się totalnie... Zupa wciągana przez rurkę nie smakowała, obecność najbliższych nie pomagała, egzystencja była koszmarem... Gadać mi się nie chciało, wszyscy dookoła przerażeni, że przestane walczyć, odejdę... Zasnęłam..
Kiedy się obudziłam, mój pokój tonął w tulipanach!!!!
Czerwone tulipany były wszędzie!!! Były ich setki!!! We flakonach, słoikach, szklankach i metalowych garnkach!!!
Okazało się, ze mój przyszły zięć będąc w pełni świadomy konsekwencji wpadł na pomysł, ze natychmiast trzeba dostarczyć mi wiosnę do domu. Kryjąc się przed patrolem policji, ogołocił kilka miejskich klombów i to za jego sprawą zobaczyłam wiosnę nie na zdjęciach, ale mogłam ją poczuć obok siebie, blisko, realnie!!!!
Uwierzcie, ze kiedy otworzyłam oczy byłam przekonana , ze już jestem na niebiańskich łąkach!!!!
Cieszę się, że moja córka będzie miała takiego męża. To nie tylko o kwiatowy motyw chodzi, ale człowiek, który wie kiedy użyć słów, a kiedy oddać głos kwiatom, jest po prostu mądry...
Jestem teściową, która uwielbia swojego zięcia!!!