To, co dziś jest rzeczywistością, wczoraj było nierealnym marzeniem. — Paulo Coelho



To, co dziś jest rzeczywistością, wczoraj było nierealnym marzeniem. — Paulo Coelho







środa, 18 maja 2011

Maju, maju, maj...

Najpiękniejszy moim zdaniem miesiąc w roku...
Pamiętam, jak wracając wieczorem z pracy, po dniu spędzonym w zamkniętym pomieszczeniu nie mogłam się "nachłonąć" tych specyficznych odcieni zielonego, tej feerii kolorów, mnogości kwiatków i kwiateczków wyrastających z ziemi, z drzew i z krzewów.I tak mi było żal, że ja na wolności, a słońce poszło spać.... W żadnym innym miesiącu rośliny nie wyglądają tak swieżo, miękko, energicznie! I myślałam sobie: " jak przejdę" na emeryturę, będę w maju co rano wychodzić na ławeczkę, a do domu wracać dopiero późnym wieczorem .
Ale zanim przyszła emerytura, zafundowałam sobie drugi już maj bez ścian i sufitu !!!!
Wprawdzie trochę zaskakująco sie ten maj zaczął




Najbardziej żal mi rododendrona, który wariat nie dość , ze kwitł mi do października, to na wiosnę jeszcze raz zebrał siły i wypuścił cuuuudne czerwone kwiatuszki. Choć myślałam, ze nie da rady zawiązać nowych pąków.... No cóż, cieszyły mnie swoim widokiem całe trzy dni....
Magnolia tak strojna w delikatne białe płatki dzielnie się opierała, ale tylko chwilę... Róże straciły pierwsze delikatne listki... A tulipany..... Kilka nie wytrzymało ciężaru śniegu i poległy....ale reszta otrząsnęła się z kołderki i jakby nigdy nic, kwitła sobie dalej


Zresztą po ostatnim ślubie, który odbył się na tydzień przed majowym weekendem, jeszcze bardziej lubię te kwiaty... Jeśli można bardziej..

Wdzięczne kwiaty, które pięknie prezentują się w wiązance



w szpalerze



na stole w ilości większej




i nawet w ilości 5 szt...



albo 5 szt tak:

Do tego mnóstwo świec i wyszedł bajkowy ślub w tulipanach....
Wiosennie, skromnie, nastrojowo, ...

Dla mnie istotne jest to, że miałam możliwość pokazać ludziom, że naprawdę jest różnica pomiędzy sztuczną dekoracją, a przebywaniem wśród żywych kwiatów, z żywym światłem świec.... Nawet najpiękniejsze sztuczne dekoracje nie wprowadzą nastroju tak, jak potrafią to zrobić najskromniejsze nawet, ale żywe!!!! kwiaty...

sobota, 16 kwietnia 2011

Pewnie Wielkanoc...ale jednak Zima się skończyła- bo

Tak, chciałoby się o Wielkanocy, klimatach...
Jajka, bazie, kolorowe kwiaty...Spacery...Odczucia...
Ogród budzący się do życia...
I wiecie co, to wszystko mam na codzień, na wyciągnięcie ręki... Tuż!
I myślę sobie : Pokaż światu, jak zakwitły ci narcyzy... Zrób zdjęcie cebulicom, pokaż magnolię, którą tyle lat zaklinałaś... Nic nie pokażę!!!Bo to blogowe przedstawianie pięknych zdjęć, to marketig, to oszustwo!!!! KłaaaaaaaaaMSTWO!!!
Wirtualny świat, który NIE PACHNIE!!!!!

Jak sfotografować zapach jodły, który towarzyszy każdemu gestowi, każemu spojrzeniu, każdemu wyjściu z domu , czy z samochodu....

Jak w pliku przesłać przestrzeń, która mnie otacza? Plik nie ma przestrzeni.... Plik jest ograniczony do pikseli, plik nie ma nic żywego...

Mam tysiąc zdjęć... Moich i zdjęć w setkach ujęć tego, co zrobiłam..Przynieśli, bo... nad przemijającą chwilą się pochylili...
Zastanawiałam się, które lepsze...
Wszystkie najlepsze, nie pokażę żadnego!
Chcecie, opowiem o wiosennych klimatach..
Albo nie będę opowiadać...
Wiosna jest wszędzie....
W wielkiej płycie, w centrum miasta, w imprezach wiosennych,w blogach , w telewizji i na zdjęciach...
Bierzcie co chcecie...
Rozejrzyjcie się tylko... Wy z miasta i Wy ze wsi...
Dalej , niż za ekran monitora...
Zima się skończyła- bo spomiędzy chodnikowych płyt wyzierają kępki trawy...
Zima się skończyła- bo drzewa mają pąki, cuuuudne pąki i czasem cień zieleni, czasem zalążek liści...
Zima się skończyła- bo wieje cieplejszy wiatr....
Zima się skończyła- bo ... mamy tyle planów...
Zima się skończyła- bo przestrzeń jest...
Zima się skończyła- bo szukamy nowych butów...
Zima się skończyła- bo ... taka jest kolej rzeczy...
I to jest cudowne: oglądam ją na żywo (choć wcale nie jest taka, jak myślałam, za jaką tęskniłam), dotykam ziemi, wciągam w siebie ( nie powiem w nozdrza) jej zapach, smak, energię)....
Myślę o obroży przeciw kleszczom ( nie dla mnie), o nawozach,wycinaniu trawy, plewieniu, wypiekach, porządkach, przewietrzeniu domu, jak będzie pachnieć czysta pościel o ogromie rzeczy, które powinnam uwzględnić w codziennych obowiązkach...
I ...o tym, co zagubiłam...
Jeśli tęsknicie do wiosny pokazywanej na zdjęciach, bo wokół was jej nie ma - albo nie potraficie jej zobaczyć - ZAPRASZAM!!!!
U mnie można jej dotknąć, poczuć zapach, nie ma ograniczeń czasowych na kontemplację i smakownie... Oprócz odgórnych ustaleń natury :)
Wszystko bezpłatnie...



ZYJĘ WIOSNĄ!!!

niedziela, 13 marca 2011

Takie skojarzenia kwiatowe...

Emocje wydaje się, minęły..
Nowe wyzwania przede mną...
Ale ciągle spoglądając na zaręczynowe bukiety coś mnie zatrzymuje w miejscu. Przystaję, przysiadam i przyglądam się....
Doskonałości kształtów kwiatów , kolorów, sposobom w jaki zamocowane są na łodygach... Zamyślam się nad tym jak bardzo przypominają nas, ludzi....
Najpierw nie ma nic....
Potem pojawia się : pręcik, słupek, pyłek, na końcu nasionko....
Na końcu nasionko, czy na końcu doskonały produkt : kwiat?
Kto ogarnia czas, w którym się to stwarza?
W ludzkim wymiarze dzieje się się tak samo: dwoje ludzi spotyka się i z ich spotkania powstaje nieskończenie cudowny produkt finalny: dziecko....
Nowy człowiek, nowe ŻYCIE....
Funkcjonowało w latach 60-tych określenie "Dzieci- kwiaty"...
I to prawda!!!!
Dzieci to coś ? ktoś ?, co powstaje jak kwiat : z miłości, z zachwytu, z fascynacji zapachem, kształtem, kolorem...

Dzisiejsza technika daje nam możliwość podglądania jak zmienia się miesiąc po miesiącu to, co zaczęło się tak samo w każdym przypadku inicjowania nowego życia...

Tylko czy emocje na pewno te same?

Czy młodzi tego świata nie myślą : DZIECKO = OBCIĄŻENIE?

Bo czy wystarczy na angielski, szałowe ciuchy, książki, opiekunkę?
A w tle ciągle walki o in vitro...

Pytanie : powinno być refundowane czy nie? Sama się gubię ...
Czasem wydaje mi się : TAK,
czasem myślę: NATURA jest doskonała, wie, co robi...
(Chociaż jak po raz czwarty obdarzyła mnie swoją szczodrością , miałam wątpliwości, czy na pewno... Dziś wiem, że wie...)
DZIECKO....
Daje tyle radości, kiedy możemy zobaczyć już na żywo cudowny finalny "produkt" metamorfozy....
Jakżesz pachnie taki świeży, nowy człowiek....
Jego oczy,,, Pierwsze spojrzenie w oczy Matki ..
Jak kwiat, który rozchylając swoje płatki pozwala w całej krasie podziwiać swoją doskonałość... Wygląd, zapach....
Jak delikatnie podchodzimy do tej nowej istoty...

I nieważne, czy to egzotyczna piękność, czy świetnie znany tulipan, którego fazy wzrostu obserwujemy codziennie ( jeśli ktoś ma to szczęście posiadać własny kawałek ziemi...) ,
Nieważne...Kwiat forsycji będący zwiastunem nowego cyklu czy.... pelargonia w skrzynce na balkonie, wszystko jedno co ...
Milion doskonałych istnień , rozwijających się dzień po dniu i miesiąc po miesiącu... Od dnia poczęcia...
Tak patrząc na te kwiaty na stole myślę też o tym, ze żal mi będzie, kiedy przyjdzie czas, żeby usunąć je z honorowego miejsca....
Co będę mogła, zasuszę, przedłużę ich trwanie...
I znów pojawia się analogia: Nasze życie podobne jest do kwiatów: możemy je pielęgnować, aby jak najdłużej było rozkwitnięte, cieszyło nas i dawało radość tym wszystkim bliskim ludziom, którzy są dookoła... A jak odejdziemy... Wszystko zależy...
Albo od razu do kosza, albo ktoś pamięć o nas zasuszy w tomiku ulubionej poezji, w obrazach, w miejscach, wspomnieniach....
Albo w zdjęciach...
Tu miejsce na wspomnienia niezwykłych chwil, które choć odeszły, mam nadzieję trwają we wspomnieniach tych, którzy przeżywali je w sposób świadomy, pełny...
Zdjęcia pokażą tylko formę( raczej jej płaski wycinek), bo zapach został w zmysłach, choć mówi się, ze te kwiaty nie pachną....
Nie zgodzę się...
Dla mnie miały swój specyficzny zapach - zielonego, wilgotnego , żywego koloru ! Zapach oczekiwania, wyobrażeń o TYM dniu...
Dla PM? Twierdziła, że cudowniej być nie mogło....
Dysponuję tylko prototypem wiązanki stworzonej na tę okoliczność, bo gotowca oczywista nie udało się uwiecznić (czas), stanęło jednak na srebrnym drucie...


Do tego na głowę diadem

Inne ujęcie

Na pierwszy taniec bransoletka



Starsza miała taki

Wykończenie


A w temacie wiązanek marzy mi się, że spotkam taką PM rustykalną, której wianek nie będzie się kojarzył źle i będę mogła kiedyś takie zrobić na rustykalny ślub


Jeszcze jedna wspominka, albo jak kto woli porównanie, nawiązanie do zaręczyn...
Zdarzyło mi się popełnić taką dekorację dla siebie samej...

Mój wianek był mój, a bukiet zaręczynowy był narzeczonej....
Oba żyły emocjami ...

sobota, 5 marca 2011

Zaręczyny...

Kiedy jesteśmy małymi dziewczynkami marzymy o księciu, który przyjedzie na białym koniu i .....

Tak skonstruowane są kobiety, że marzenia są codziennym zajęciem, od najmłodszych lat..
Czasem się spełniają ot tak, czasem musimy na spełnienie zapracować.
Prawie rok temu byłam umówiona z przyjaciółką, w ostatniej chwili spotkanie odwołałam, właściwie nie wiedząc czemu.... Nic ważnego do roboty nie miałam, ale jakoś tak chciało mi się nie jechać...
Siedzę sobie na tarasie, popijam coś tam... Podjeżdża samochód Łukasza. Chwilę nie dzieje się nic. Z samochodu wysiada moje dziecko .... Dziecko? Wysiada EUFORIA!!!!
Jeszcze jest daleko, jeszcze nic nie wiem, ... Widzę, jak lekko niesie naręcze róż, które w tej ilości lekkie być nie powinny... Płynie, nie dotykając prawie ziemi ... Wzrok błędny? obłędny? Podchodzi bliżej... Na palcu pierścionek ... Mami, wychodzę za mąż!!!!

Noż kurczę, 4 lata z tym samym facetem, dlaczego zdziwiona i zaskoczona jestem?
Moja głupia reakcja: wyjmuję jej z rąk zbitą wiązkę kwiatów i pytam, czy zrobić herbaty?

Przygotowuję herbatę i jednocześnie pochylam się nad tym, co przyniosła na ręku...

Potem, przy herbacie i snujących się mgłach słucham opowieści o tym, jak to było...
Dobrze, ze zostałam... Tyle emocji, tyle szczęścia!!! Tego wieczoru nic nie istniało poza szczęściem!!!

A teraz trzeba przymierzyć się do finału...
Ostatnia niedziela upłynęła pod znakiem ślubu. To już czas, żeby zacząć konkretne ruchy: termin, sala, co po czym i kiedy.
Oczywiście spotkanie rodzin. Trochę stresu, bo wychodzimy naprzeciw nieznanym ludziom, innym spojrzeniom, odmiennym zwyczajom. Co w tym momencie pozwala przełamać bariery? KWIATY!!!! Oczywiście KWIATY!!!
Menu przygotowane, ale na stole klimat tworzą nie tylko kotlety. Pierwsze spojrzenie jest istotne, ono zapowiada, co będzie grane dalej...

Skromnie, bez dominującego koloru,transparentnie. Delikatnym motywem był fiolet jednak...






I to okazało się bez umowy z obydwu stron...
Spotkanie bez kwiatów? To nie w wykonaniu mojego zięcia!!!
Narzeczona dostała takie

W tym momencie wrócę do zdarzeń sprzed lat... Otóż 5 lat temu miałam bardzo poważny wypadek samochodowy, w wyniku którego uszkodzony został medycznie nieodwracalnie mój kręgosłup, a to, że przeżyłam było wynikiem niezbadanych sił. Generalnie nie powinnam z tego wyjść z życiem. Lekarze wysłali mnie "pod obraz", żebym nie psuła im statystyk, a ja.... zamiast umrzeć, żyłam... To był kwiecień, potem maj, czas, w którym przyroda budzi się do życia, pulsuje barwami, wszystko rozwija się , kwitnie... Ja widziałam tylko kłaczek pajęczyny na suficie, z którym rozmawiałam , któremu się zwierzałam z moich obaw, chęci i innych bóli.. Rodzina robiła mi zdjęcia tego, co za oknem... Że drzewa wypuszczają liście, że trawa zielenieje, że słońce świeci... Któregoś dnia załamałam się totalnie... Zupa wciągana przez rurkę nie smakowała, obecność najbliższych nie pomagała, egzystencja była koszmarem... Gadać mi się nie chciało, wszyscy dookoła przerażeni, że przestane walczyć, odejdę... Zasnęłam..
Kiedy się obudziłam, mój pokój tonął w tulipanach!!!!
Czerwone tulipany były wszędzie!!! Były ich setki!!! We flakonach, słoikach, szklankach i metalowych garnkach!!!
Okazało się, ze mój przyszły zięć będąc w pełni świadomy konsekwencji wpadł na pomysł, ze natychmiast trzeba dostarczyć mi wiosnę do domu. Kryjąc się przed patrolem policji, ogołocił kilka miejskich klombów i to za jego sprawą zobaczyłam wiosnę nie na zdjęciach, ale mogłam ją poczuć obok siebie, blisko, realnie!!!!
Uwierzcie, ze kiedy otworzyłam oczy byłam przekonana , ze już jestem na niebiańskich łąkach!!!!
Cieszę się, że moja córka będzie miała takiego męża. To nie tylko o kwiatowy motyw chodzi, ale człowiek, który wie kiedy użyć słów, a kiedy oddać głos kwiatom, jest po prostu mądry...
Jestem teściową, która uwielbia swojego zięcia!!!

piątek, 18 lutego 2011

Czekając na wiosnę i....

Coś ostatnio nie mogę się pozbierać. Tyle rzeczy powinnam zrobić, przemyśleć, zaplanować, a ja.... Przyspawałam się do komputera.No niby szukam informacji, coś przygotowuję, przeglądam, ale po kilku godzinach okazuje się, że nic nie mam... Ech... Tęsknię, za czasami, kiedy tryskała ze mnie taka ilość energii, że pół świata mogłam nią obdzielić i jeszcze zostało! Zamiast konkretów, działań, snuję się i ciągle zapadam w bezruch. Czy to wina mrozów, które powróciły, gdy powietrze tak zapachniało wiosną? Lubię zimę...Biały puch przykrywający ziemię, wyciszający myśli i emocje, skrzący sie na gałęziach... Ale jakoś tak w pewnym momencie łapię się na tym, że jeśli to trwa za długo, zaczynam zapadać w letarg. Choć,czy nie jest to myślenie będące pozostałością po dłuuuugich latach życia w pędzie, w biegu, z zegarkiem w ręku? A może nie powinnam mieć wyrzutów, że kiedy "rozrywają mi duszę kolory rade buchnąć w jeden - słońca krzyk.."



po prostu przysiadam na schodach i patrzę? I chociaż ogólnie wiadomo, że zachody słońca to kicz, ja wciąż nie mogę się oprzeć jego urokowi...


Można oglądać i oglądać i oglądać.... I za każdym razem widzieć co innego. Natura jest najwspanialszym malarzem ...








Potrafi malować nie tylko przepiękne zachody słońca.
Kojarzycie ten moment przed burzą? Kiedy robi sie ciiiiicho, ciężko, groźnie..... Czekamy na gromy, aż tu nagle jeden promień słońca i...





Już nic nie jest straszne!

Uwielbiam też mgły - najczęściej o poranku, kiedy spoza waty pojawiają sie promienie, które jakby obejmowały, utulały ją, aż w końcu ustępuje miejsca blaskowi..


Czasem wieczorem widzę ją, jak kłębami zbliża się od lasu, pochłaniając wszystko, co napotka na drodze.... Zbliża się majestatycznie, aż w końcu czuję, że połknęła i mnie....
Jestem we mgle...

sobota, 12 lutego 2011

Zanim będzie radośnie, trochę refleksji..

Założyłam blog, bo czasem wydaje mi się, że jeszcze chwila i zacznę szczekać na ludzi... Minęło 20 miesięcy, odkąd przestałam nadawać 24 godziny na dobę. Widać odpoczęłam już i teraz potrzebuję znowu komunikować się z ludźmi. Tylko.... w lesie o nich trudno. To znaczy, kiedy zrobi się ciepło, znów się pojawią, czasem w najmniej oczekiwanych momentach: kiedy rozczochrana, z brudnymi paznokciami, w "stroju niedbałem" będę walczyć w ogródku z chwastami, albo zmagać się z przesadzeniem kolejnego iglaka, który wydawał się tak pasować w tym miejscu...
A może będzie tak, że bedę w trakcie realizacji oprawy ślubnej albo innej dekoracji?
Bo przecież już niedługo moja pracownia zacznie żyć pełnią życia? Czasem pojawiają się wątpliwości, czy na pewno?
Kiedy miałam już dość wyciskania mnie jak cytrynę przez system, wszystko wydawało się takie proste: odejdę z banku i całą swoją energię zaangażuję w tworzenie własnej firmy. Jeśli włożę w to tyle energii, ile wkładałam w pracę MUSI SIĘ UDAĆ!!!
A potem zaczęły sie schody... Ale może to lepiej? Nauczyłam się przez ten czas pewnej pokory, spojrzałam na pewne sprawy bardziej przyziemnie. Niepokojące jest tylko to, że tej energii ubywa... Że czasem w nocy budzę się i myślę, ze może jednak przeliczyłam swoje siły? Bardzo potrzebuję powrotu do pozytywnego myślenia, potrzebuję też dobrych ludzi dookoła siebie. W myśl zasady: im więcej energii z siebie wydajesz, tym więcej jej masz.
A ostatnio moja energia skierowana jest w obszary, których do tej pory nie brałam pod uwagę w swoich planach. Mianowicie chodzi o pogrzeby.
Kiedy żegnałam się ze swoimi koleżankami w pracy, myślałam, że teraz będę dawać im radość, którą mnie sprawiały bukiety przynoszone i przysyłane przez klientów. Bukiety,które powodowały, że nawet w najgorszych chwilach czułam, że moje podejście do pracy ma sens. Myślałam o tych wszystkich ślubach, imieninach, radosnych okazjach do powiedzenia "lubię cię" . A tu... Pierwsze zamówienie od koleżanek: Basia odeszła.... Zrobisz coś? No jak nie??????
Ryczałam i układałam... I tylko szkoda, że tak poźno dały znać... Zorganizować coś ot tak, jest trudno. Kto bawi się w kwiatki, wie...
Projekt, konstrukcja, wykonanie - na rzeczy niezwykłe trzeba mieć chwilę. Na ostatni moment można zrobić tak:

Przykro, bo to LUDZIK taki był niezwykły. Prawniczka, ale bez zadartego nosa. Nie zjadła wszystkich rozumów, ale używała swojego , aby ludziom pomagać. Zawsze uśmiechnięta, miała tyle planów....
Na pogrzebie - tłum.Tony kwiatów... I potem to wszystko jedno na drugie...Szkoda.
I Basi, i kwiatów...
Pamiętam jak goniłyśmy kondukt targając nielekki wieniec. Nie wiedziałam wtedy, że wielkość ma takie znaczenie.. odwrotne. Wtedy pomyślałam, że warto wiedzieć, czy wieniec będzie niesiony, czy pojedzie z trumną.
Nawet nie przypuszczałam, jak szybko takie pytanie bedę musiała zadać...

Młody człowiek... Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której stoję za trumna dziecka, nie odwrotnie..
Wiedziałam, że ten wieniec będzie niesiony przez młodych ludzi daleko. Zrobiłam więc coś w moim odczuciu "niewielkiego"

Kiedy w kościele widziałam tę jedyną żywą "ociupinkę" stojącą obok "nadmuchanej" dekoracji ze sztucznych kwiatów, było mi przykro... Przykro, bo znów nie wyczułam, jak duży miał być i stał sobie tak ... nieśmiało .....obok kolosa z nienaturalnie wielkimi sztucznymi różami i ogromną ilością zatrwianu. Patrzyłam na to i zastanawiałam się, jaki sens ma żegnanie bliskich za pomocą sztucznych kwiatów? Kwiat, to emocja, to symboliczny krzyk w chwili, kiedy żadne słowa nie są w stanie opisać tego, co czujemy. Żadne słowa nie oddadzą bólu, tęsknoty, osłupienia, żalu, czasem złości... czasem tego, co kryje się pod słowem "przepraszam"...
Dla tego młodego człowieka wykonałam także dekorację natrumienną, która miała zobrazować przerwanie czegoś, co miało szansę rozwinąć się, ale z niezbadanych przyczyn zamknęło się, albo raczej .. wypłynęło ...


Miałam nadzieję, ze od tej pory będą napływać zlecenia na śluby... I napłynęły...Tylko w trakcie realizacji oprawy ślubnej telefon od przyjaciółki: Aniu, Mama nie żyje, zrobisz coś?

Po nieprzespanej dobie zawiozłam dekoracje na salę ( 180 km), dostarczyłam wiązanki, złożyłam życzenia, wróciłam i zabrałam się dalej do pracy. Nad ranem przez okno na tarasie zobaczyłam postać w jasnym ubraniu ... Pomyślałam: brak snu, zwiduje mi się...Rano były gotowe dwa takie:


i dekoracja natrumienna




spod której na trumnie wypływała biała szarfa a na niej umieszczone były pojedyncze kwiaty, jakby wypadające z tej kompozycji..
Pożegnaliśmy Mamę Krysi i pomyślałam, ze teraz no to już tylko dobre...

I nagle bum! Karolina nie żyje!
Zrób coś, tylko nie białe kwiaty, bo wszyscy przyjdą z białymi, a ona taka nie była! Artystyczna dusza, rozczochrana, kipiąca życiem ! Chciała bukiet ślubny podobny do tego, co robiłaś, pełny kolorów, nieokrzesany, energetyczny! Zrób jej wiosnę, zrób niebiańska łąkę... Zrobiłam...


Wpadłam w jakiś dziwny stan... Wszyscy stąd uciekają, nawet ci młodzi... Może wiosna coś odmieni? A zanim przyszła wiosna ....
Znów telefon: Aniu, odszedł, zrobisz coś? Normalna odpowiedź: zrobię!

W tym przypadku przede mną stanęło duuuże wyzwanie: niezwykła postać, niezwykła rodzina i niezwykłe pożegnanie. Skromny Człowiek, skromna Rodzina, Wielkie życie.

Sztandary AK, warta honorowa WP , przedstawiciele AWF nie tylko z Krakowa, ale i z kraju. Jak pogodzić wszystko?
Rozmowy, propozycje, a na to wszystko mało czasu. Stanąło na tym, że na trumnie tylko biała i czerwona róża, opaska AK, czapka oficera.. Wieńce? To bardziej bukiety były... Od żony





od syna




wnuczka żegnała się tak



Może ze zdjęć to nie wynika, ale dziś nóg nie czuję... 150 kwiatów, do każdego jedno kucnięcie, aby przymierzyć. Jedno, aby zamocować tak, żeby na pewno nie wypadło. Czyli 300 przysiadów, których nie uświadomiłam sobie, dopóki z niewiadomych przyczyn nogi nie odmówiły współpracy. Dobrze, że odmówiły już po wszystkim.
Dodam tylko, że byłam pełna obaw i sprzeczności, ale po dzisiejszej rozmowie telefonicznej wiem, że przysiady nie poszły na marne, a wieńce były atrybutem, który pomógł w trudnych chwilach...
Po raz pierwszy usłyszałam, że to ważne, jakimi dekoracjami wyrażamy swoje emocje. Ktoś dostrzegł zamysł. Sposób ułożenia kwiatów oddał intencję. Duże litery na szarfie były widoczne nawet przez mgłę w oku...
Szkoda, że używam ostatnio kwiatów w takich trudnych sytuacjach ... Wolałabym radośniejsze okazje, ale ...
Kwiaty mogą wszystko i za to chyba tak je kocham!

niedziela, 23 stycznia 2011

Zmagania poświąteczne.

Zabierałam się do tego, jak do jeża... Do uprzatnięcia dekoracji świątecznych, oczywiście. Za oknem przez chwilę zrobiło się wiosennie, spod śniegu listki wychyliły szalone hiacynty i tak narobiły mi ochoty na wiosenne klimaty, że postanowiłam :zmiana dekoracji ! Ale to wcale nie takie proste... W okresie przedświątecznym dostaję jakiegoś pomieszania rozumu i ciągle mi mało: wianków, stroików i innych. Córka twierdzi, ze przed Bożym Narodzeniem "włącza mi się barok" i coś w tym rzeczywiście jest. Uwielbiam te święta! Czekam na nie przez cały rok z utęsknieniem. Potrafię w czerwcu kupić Basi sukienkę, bo widzę już, jak siada w niej do wigilijnego stołu.Ze spacerów do lasu targam róznego rodzaju korzenie, patyki, bo akurat wpada mi pomysł na krzywą choinkę, albo stroik na parapet. Najczęściej i tak giną mi z oczu w czeluściach pudeł z "przydasiami" i odkrywam je w takich momentach, jak wczorajszy dzień - przy rozbieraniu dekoracji. No cóż, może w przyszłym roku te wizje zrealizuję.( Jak nie zapomnę, o co mi chodziło). Produkuje masę innych rzeczy i wtykam je we wszystkie możliwe miejsca, z łazienkami włącznie. I to jest fajne. Gorzej, kiedy trzeba to wszystko rozmontować, zdecydować co do przyszłorocznego recyclingu, co do kosza, a co schować w niezmienionej postaci.Część zostaje jako podstawa do wiosennych aranżacji. Np. taki
Znikną bombki, szyszki i amarylisy, a w ich miejsce pojawią się kolorowe wiosenne kwiaty, potem dorzucimy przepiórcze jajeczka, świece w żółtym kolorze i na Wielkanoc jak znalazł. Podstawą następnej metamorfozy bądzie wianek z winorośli, który w tym roku "robił " za podłaźniczkę.Usunęłam jemiołę, czerwone kokardki, aniołki i szklane dzwoneczki. Na wielkanoc pomiędzy zwoje wianka poutykam gałązki bukszpanu i zawieszę jajka ażurowe. Super bedą wyglądać zawieszone w przestrzeni...
No właśnie, tak wygląda to moje sprzątanie dekoracji.Zamiast szast prast i po bólu, to biorę coś do ręki i od razu coś mi świta, odkładam robotę i lecę sprawdzić, czy mam wszystko, co potrzebne do zrealizowania wizji. A zanim odkopię potrzebne elementy, muszę przekopać tonę kartonów, uklnę się przy tym jak szewc, bo przecież pamiętam, że gdzieś to było! Nic to!, jak mawiał Pan Wołodyjowski. Jeszcze chwilka, jeszcze momencik i bedzie pracownia z szafkami, półkami, regałami, koszami i innymi pojemnikami. Wreszcie wszystko bedzie widoczne i w zasięgu ręki. A na razie.... Do choinki jeszcze nie doszłam :) Ale wczoraj spadł śnieg, więc już tak głupio nie wygląda na tle zaśnieżonego okna. Do Wielkanocy dam radę...